Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 614 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Mam Ciebie i nie potrzebuję nic więcej

środa, 04 kwietnia 2012 0:09

 

Jestem... oddycham... Żyję... I to jak żyję... Pełną piersią... zachłannie... Łapię każdą tak ulotna chwilę... Bo przecież każda jest warzna... niepowtarzalna...

Czasem sie potknę... o nogę którą podstawia mi jakiś problem... Ale dzis szybciej niż kiedyś wstaję z kolan i otzrepuję z kurzu porażki... Dziś mam cel... dziś mam dla kogo... I nie jest tak, że kiedys tego celu nie było... że nie było dla kogo... Mam przecież wspaniała... kochającą rodzinę... przyjaciół... Zawsze stawiałam sobie cel i uparcie do niego dążyłam... Tylko, że dziś to wszystko nabrało sensu... jakby to nazwać... istnienia... bytowania... Nabrało realnych kszataltow osoby dla której ja chcę osoiagać cele... stawać się lepszą osobą... 

Mija kolejny miesiąc... w ktorym jestesmy razem... Ja i On...
Kolejny miesiąc w ciągu, którego jestem kochana i sama darzę tym uczuciem...
Kolejny miesiąc... w którym pocałunki smakują jak truskawki.... 
Kolejny miesiąc z Nim... dla Niego... Przy nim...

 

Patrząc dziś na to jak bardzo Go kocham... jak bardzo się zmieniam dla Niego... Jak silnie tempie swoje wady... jak walcze z moim uporem by nauczyć się kompromisu... Zastanawiam się nad tym... czy i kogo tak bardzo jak jego kochałam... skoro dla nikogo nie byłam skłonna poswiecić nawet odrobiny siebie... "Nie chcesz mnie na brudno, to na czysto trudno... Dla nikogo się zmieniała nie będę..." dziś już nie jest tak ważne jak kiedyś... Dziś chcę się zmieniać... bo jest dla kogo... A co najwazniejsze zmiany nie zostają nie zauważone... nie odwzajemnione... 

Idziemy za rękę ulicą... a ja nie zauważam, ulic... chodników... budynków... ludzi...
Idąc z Nim za rękę... idę z Nim przez życie... A dzięki niemu ma ono słodki smak... i kolory tęczy...

 

 


Ich hab dich...
Und ich brauche nicht mehr! serce 

 


 


Pokusili się o kilka zdań (6) | Pokuś się i Ty...

Zaginiona przyjaźń

wtorek, 21 lutego 2012 0:16

 

 

"Ktos tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma"

 

Smutno dzis Porcelanowej... 
Porcelanowa od ponad roku koresponduje mailowo z pewnym człowiekiem... Poznała go na jednym z portali zrzeszających Polaków w Niemczech... Nie widziała Go na oczy... ani na zdjęciu... Nie słyszała go na żywo ani przez telefon... Nie poznała Go nigdy w realu...
Wymieniła z nim natomiast setki @... Poznala Go takim jakim dał jej sie poznac w kazdej z wiadomości jakie dla niej wysyłał...
Bystry... inteligentny... oczytany... Właściciel niesamowitego poczucia humoru... doswiadczony zyciem... Starszy wiekiem od Porcelanowej... Wiele rzeczy nas łaczy... jak i wiele dzieli...
Przez rok naszego mailowania... nawiazała się między nami nić przyjaźni... Mogłam z nim pisac o wszystkim... Otwierając się przed nim ... calkowicie. Radził... podpowiadał... Ale nigdy nie oceniał... Był pomocny... poprawiał humor... czasem "ojcował' i "matkował"... czasem dokuczył... czasem rozczulił... zaskoczył... zezłościł...

I nagle zniknął... Już m-c mija jak milczy...
A ja wciąż jeszcze naiwnie zaglądam codzień do poczty z nadzieją, że dotarł @ od Niego... On natomiast milczeniem udowadnia mi iż nadzieja matką głupich.

Może to śmieszne... Bo to wirtualna znajomość... Mógł przedstawić mi fałszywą postać siebie... Każde zdanie... litera... przecinek... które wystukał na klawiaturze pisząc maila do mnie moze być kłamstwem... A Porcelanowa, wierzy... że nie... I możecie się śmiać ale Porcelanowa tęskni za slowem Jego pisanym... Ża żartem ... sarkazmem... w Jego zdaniach zawartych...

Czuję sie tak jakbym straciła przyjaciela... Bo tak Go traktowalam...

 

Jeszcze troche poczekam... na przyjacól winno sie czekać... Prawda?

 

Mam tylko nadzieje, że żadno zdarzenie losowe nie przyczyniło sie do jego milczenia...

 

I tak bardzo chciałabym by napisał choć zdanie... słów kilka... Nawet jesli mają być słowami pożegnania... jeśli mają informować o tym , że już więcej nie napisze... NIECH NAPISZE CHOĆ TO!!!

 

Smutno... smutno mi i szaro...

 



Pokusili się o kilka zdań (4) | Pokuś się i Ty...

Walentynki...

wtorek, 14 lutego 2012 20:05

 

 

Walentynki...

 

 

Po szesciu latach nareszcie cieszą... 


  

 

A ten przepiekny bukiet wręczył mi dziś goniec... 

 

F.... Kocham Cię ;*

 



Pokusili się o kilka zdań (1) | Pokuś się i Ty...

Oczy Porcelanowej...

niedziela, 05 lutego 2012 22:27

 

Ich libe dich... z jego ust nie brzmi szorstko i niemiło... 

Schatzi mausi... kocham gdy tak mnie nazywa...

Buonanotte... szepcze mi do ucha gdy tuląc mnie zasypia...

Ich denk an dich... nie brakuje tego w żadnej wiadomości...

Ti amo... i czego chcieć więcej...

Ewigkeit mit dir wie Augenblick... Augenblick ohne dich wie Ewigkeit... Wystarczy, że to napisze i wiem jak bardzo tęskni...

 

I choć czasem ciężko się nam dogadać... Choć rozumiemy sie czasem opatrznie... to jest to miłość... która czuje się w każdym słowie... uśmiechu... spojrzeniu... dotyku... Czuć ją w powietrzu... perfumach... pościeli... 
Miłość Włocha do Polki... Miłość Polki do Włocha... Dwa światy... dwa języki...dwie kultury... Starają się stworzyć jedność... Małymi kroczkami... powoli... nie spiesząc się...

 

Pod niemieckim niebem staramy się wybudować swój własny świat... I już nie boję się powiedzieć na głos jak bardzo jestem szczęsliwa...

 

 

 

 

 

 

 

Oczy Porcelanowej już dawno nie błyszczały tak jak teraz.

 

 

 

 

 

 


Pokusili się o kilka zdań (1) | Pokuś się i Ty...

Kocham Go!!!!

środa, 25 stycznia 2012 0:43

 

Porcelanowa jest zakochana do granic niemożliwości...
Nie ogarnia tego jak to się stało... ale cieszy się jak dziecko z zaistniałego faktu...

 

A On....
On rozwalił mi układ odpornościowy... Nie umiem i nie chcę się przed Nim bronić...

Kocham GO!

Ot co!!! 

 



Pokusili się o kilka zdań (3) | Pokuś się i Ty...

W końcu spotkała mnie miłość

czwartek, 29 grudnia 2011 20:37

 

 

Porcelanowa kocha i jest kochana...
I tylko to się liczy... i nie pragnę już niczego więcej...
Tak długo na Niego czekała... Całe 6 lat... I oto jest... Prawdziwy...namacalny... Na wyciągnięcie ręki... Na widoczność wzroku... 

 

Przeszczęśliwa....

 

 

 

Kochani moi....przyjaciele....
Życzę wam w nowym 2012 roku samych wspaniałych chwil, przepełnionych miłością, radością i szczęściem....

 

Wrócę... 

 



Pokusili się o kilka zdań (5) | Pokuś się i Ty...

Czasem deszczowy dzień... kryje w sobie niespodziankę...

czwartek, 13 października 2011 22:10

 

I znów dopadla mnie jesień... Znów trzeba chować głowe w kapturze... a ręce wkladać głebiej w kieszeń... Szybkim krokiem umykać przed deszczem... i klnąć pod nosem gdy zbyt szybko jadacy samochód zostawi slad kałurzy na ubraniu... Ale są też dobre strony jesieni... Każdy promyk slońca... któremu uda przedrzeć się przez chmury jest powodem do usmiechu... Każdy suchy dzień mieni sie kolorami brązu, żółci i czerwieni... Każdy taki dzień brzmi szelestem suchych liści pod nogami... 


 

Dzisiejszy dzień był jednym z tych dni... w których szum deszczu budzi Cię z rana... i nie wywołuje uśmiechu... Sen nie chce się zmyć z powiek...nawet zimną wodą... A sama myśl o wyjściu z domu powoduje, że marźniesz... Wyszłam wcześniej... bo przy moim pechu autobusy w deszczowe dni uwielbiaja uciekać...

 


Szłam wolno... wciskając dłonie jak najgłębiej w otchlań kieszeni... Kaptur chronił przed deszczem i chowal moją fryzurę, z którą ni jak rano nie moglam dojśc do ładu... Ze zwieszoną głową manewrowałam chodnikiem... omijając kalurze... by oszczędzić sobie... takowej w butach.


Tłum ludzi na przystanku... Czyli autosan nie zdażył wiwinąć Porcelanowej psikusa i odjechać... Ba nawet sporo czasu zostało do jego przyjazdu... I kiedy tak sobie szłam... zamarłam jak wryta... Przede mną... po lewej stronie na poboczu zaparkowany był bus... Bus, ktorego dobrze znam... Mijałam go przeciez setki razy... Niebieski... z grubymi białymi wyraźnymi literami... obwieszczającymi nazwę firmy... Moje serce zabiło mocniej... kolana zrobiły sie jak z waty... rece momentalnie się spociły... A krew uderzając do glowy spurpurowiła moje policzki... 
Za wszelką cenę starałam się zachowac spokój... Nie okazać zdenerwowania... I wtedy... Z placu budowy wyszedł ...ON...


Boże... nie wierzyłam własnym oczom... Miałam ochotę przystanąć i potrzeć oczy jak dziecko, ktore patrzy na cos z niedowierzaniem... Kiedy się ocknęłam uświadomiłam sobie, że mój usmiech jest usmiechem, ktorego w żaden sposób nie można okiełznać...


Szedł w moją stronę... Kiedy mnie poznal rozpromienił się w uśmiechu...Te oczy...Te błękitne oczy... ten chód... ten usmiech... Boże to on... Mój Pan Nieznajomy... Moje przeznaczenie... Moja miłośc niespelniona...


Dzwięk jego głosu w mych uszach brzmial jak muzyka... "Guten Morgen" ... byłam pewna, ze nigdy już tego nie usłyszę... Zatrzymał się... Powiedział, że miło mnie widzieć... I ze nie spodziewał się... bo przyjechali późno a ja zazwyczaj już o tej porze byłam w pracy... Pamietał... czyli zwracał na to uwagę... Pamietał ze 7:19 odjezdżałam autobusem... Nie moglam wyksztusić słowa... ale wkońcu udalo mi sie... odwzajemnilam pozdrowienie i entuzjazm ze spotkania... Porozmawialismy chwilke, o tym co Go tu sprowadza... Mieli małą poprawkę... Mój autobus odjechał... Deszcz się nasilił ... a dla mnieliczyło sie tylko to, że On stoi przede mną... Że mówi... że jest... 

 

 

Miałam niewyobrażalną ochotę przylgnąć do Niego jak dziecko do matki po dlugiej rozłące... Miałam ochotę rozpłakać sie mu na piersi... Miałam ochote wykrzyczeć światu jak jestem szczęsliwa...


 

Smutny deszczowy dzień.... kolejny raz sprawił mi niespodziankę... 

Spóźniłam się do pracy... Zmokłam... Ale warto było... Bo usmiech nie znikl z twarzy aż do teraz...

 

 

P.S.

I w końcu znam Jego imę :)


Pokusili się o kilka zdań (4) | Pokuś się i Ty...

Poker

czwartek, 29 września 2011 16:55

 

Życie jest jak gra w pokera... Raz jesteś wygranym... by po chwili poczuc gorzki smak porażki... Poker to brutalna gra... nie oszczędzi nikogo... Zycie tak samo... Kiedy tzreba rzuci Cię na kolana... i nie zatrzyma się... będzie toczyło sie dalej... nie zwarzając na to czy zdązyłeś z tych kolan powstać. Ty jednak łapiesz się każdej chocby najmniejszej nadzei na wygraną... jak tonący chwyta się brzytwy... Wstajesz... otrzasasz się z porażki i znów zasiadasz do stołu... Znów jesteś w grze. Grasz o wszystko... ryzykujesz wszystkim... ale grasz... bo smak wygranej jest słodszy niz miód i wynagradza wszelkie porażki.


Dlaczego o tym piszę?


Ponieważ ostatnio czuję się jak zagorzały pokerzysta... Stawiam w puli wszystko co mogę z siebie dać... Czasem wygrywam... czesciej jednak smakuje porażki. Nie... nie jestem zaslepioną chęcią wygranej... po prostu staram się grać w te gre jak najlepiej potrafię... Niestety gra zwana życiem, ma swoje własne regóły i nie zwaza na moje za lub przeciw.


Ostatnio znów nic mi się nie uklada... Myślałam, ze moje życie ma stabilne fundamenty, ze dam radę piąć się wyżej... Okazało się... że to był lichy domek z kart w dodatku stawiany na piasku...


Coraz czesciej odzywają się wątpliwości... Czy ja naprawdę tego chcę? Czy ja chcę tak żyć? Byc tym kim jestem? Czy jestem własciwą osobą we własciwym miejscu? Czy aby nie zbladziłam???


Biegłam za marzeniami... Niektóre dogoniłam i jestem dzięki nim tu gdzie jestem... Ale obawiam się, że w tym biegu pogubiłam pewne piorytety... pewne cele uległy zmianą... z czystej próźności... lenistwa... Wiele razy wybierałam droge na skróty.. a nie tak przecież chciałam żyć... Nie chciałam uciekac od problemów a walczyc z nimi... Choćby okazaly się iscie Don Kichot'owską walką...


Nie usprawiedliwia mnie to, że zycie mnie nie rozpieszczało... Prawa do ucieczki nie daje mi to, ze czesto obok swoich na barkach nosiłam rodzinne problemy... Jednak uciekam... Staram sie nie zauwazac problemu... Przyczyna.... jestem zmęczona... Jestem zmeczona walką... grą w zyciowego pokera... Tak czesto przegrywałam, że stracilam w wiare w to, ze istnieje jeszcze wygrana...


Nigdy niczego, nikomu nie zazdrościłam... i nadal nie zamierzam... Ale czasem aż chce się krzyczeć DLACZEGO JA??? Dlaczego znów mnie to spotyka... Dlaczego inni mają lepiej... Zapominam o tym, że sa na świecie ludzie, ktorzy mają gorzej... Zasypiają bez dachu nad głową... chorzy, biedni... głodni... Doswiadczeni przez kleski żywiołów... wojny... Zapominam o tym... bo przez chwile kieruje sie swoim własnym egoizmem... Jestem dla siebie pepkiem swiata... I chce dla siebie więcej i lepiej...

 



Witajcie...
Mam na imię Barbara... jestem pokerzystką!


Pokusili się o kilka zdań (2) | Pokuś się i Ty...

Po staremu...

środa, 24 sierpnia 2011 22:25

 

Zakurzyło się lekko u Porcelanowej... No cóż tak czasem bywa... Niczego na siłę robić nie można ... Na siłę nikogo uszczęśliwiać nie będziemy...

Co ciekawego u Porcelanowej? - otóż nic...
Stara bida... można by rzec... Ta sama praca, ci sami znajomi, to samo misto, to samo życie... Nic dodać, nic ująć.
Czas wiecznie gna do przodu, a my z nim Bóg wie gdzie... Czasem mam ochote się zatrzymać powiedzieć STOP ... ale to niemożliwe... Osiagając dorosłość godzę się mimowolnie i akceptuję reguły gry, w tzw DOROSLE ŻYCIE... nie mam wyjścia i muszę je przeżyć... Bo nikt do cholery nie zrobi tego za mnie...
A wiadomo... w zyciu jak w kalejdoskopie... Raz tak... raz siak... Niczego nie można przewidzieć. niczego nie da sie cofnąć... Zaplanować... w gruncie rzeczy, chyba tylko pozornie nam się to udaje.

Ostatnimi czasy zastanawiam się nad tym, jak to ze mną jest. Czy stanęłam w miejscu... czy idę do przodu... a może się cofam...? Ale czy stanie w miejscu nie jest równoznaczne z cofaniem się???

Przez ostatnie m-ce miałam po co żyć... Warto było co rano wygrzebać usmiech z glębin duszy... bo bylo kogo nim obdarować... Chciało się zalożyc spódnicę i but na obcasie... i makijaż częściej się pojawiał... A teraz... teraz wszystko wróciło... jakby to powiedzieć... do normy.
Nic już nie będzie takie jak kiedyś... Minęło bezpowrotnie i liczy sie to co jest teraz... Nawet gdy jest to gorzkie... jak porażka... Slodkie jak spełnione marzenia... czy słone jak łzy... Nalezy wziąc to na barki i podążać ściezką życia... Bo tak trzeba... Bo po to istniejemy.

 

Ostatnio bardziej niż zwykle czuję się samotna...


Jestem z dala od rodziny... najlepszych przyjaciół... miejsc, które znam jak własną kieszeń... Ale jestem też w mieście, w ktorym rozwijam skrzydła... spełniam pragnienia... Uczę się go i odkrywam... Wśród ludzi... Nazwać ich moge z czystym strumieniem dobrymi znajomymi... Ale jednak samotna...

 
Bo gdy przychodzi taki dzień... że nie pozostaje nic innego jak ropłakać się... To niema nikogo, kto obiął by ramieniem... przytulil... czy otarł łzy... albo wysluchał... Nie ma nikogo, przed kim można się otworzyc do granic bólu i usłyszeć NIE MARTW SIĘ ... WSZYSTKO BEDZIE DOBRZE... Nie ma osoby, której można zaufać...


Człowiek czlowiekowi wilkiem... Kiedyś utozsamiałam to z pojęciem wojen... obozów pracy za granica czy innych sytuacji wyswietlanych najczesciej na szklanym ekranie...
Dziś wiem doskonale jak to smakuje ... z czym to się je... Jak funkcjonuje to w realnym świecie, który mnie otacza... Kiedyś mój znajomy powiedział... " wyjeżdżając musisz pamietac o jednym... kiedy się potkniesz i upadniesz... obcokrajowiec wyciagnie do Ciebie rękę szybciej niż rodak... rodak... kopnie Cię gdy bedziesz już leżeć"... Wtedy nie wiedziałam ile w tych słowach jest racji.
Dzis wiem... że jednym z najważniejszych przysłów jakie stało się nie mal moim mottem, tu na obczyźnie jest... " Chcesz na kogoś liczyc? - Licz na siebie"

Ile razy było tak, że wyciągnęłam pomocną dłoń... Pomogłam... A sama zostałam bez pomocy... Zostawiona sama sobie... Dzis tego nie robie... Zmadrzałam... Ale co mi po tej mądrości jeśli ujmuje ona ludziom zamiast dodawać... Wytyka ich wady... miast wynosic zalety...

 

Smutne prawda?
Niestety... prawdziwe...

 

 

 


Pokusili się o kilka zdań (9) | Pokuś się i Ty...

Pragnienie moje...

piątek, 29 lipca 2011 23:01

 

Od mojego ostatniego wpisu sporo wody w rzece uplynęło... Nie wydarzyło się nic co warte było by opisania, więc milczałam ten dluższy czas. Dziś obiecałam sobie, że napiszę ostatni wpis o Nim... O moim tajemniczym nieznajomym z ulicy... z budowy... z codzienności... Ale pewnie słowa nie dotrzymam i kiedyś tam jeszcze o Nim wspomnę... Nie byłabym chyba sobą... ( na pewno napiszę o tym jak sie czuję Gdy zniknie z mojego życia )

 

 

On jest moim pragnieniem                    
Szkoda tylko, że pragnienie przegrywa ...

 

 

Nadal codziennie rano idę na autobus tą samą drogą... Nadal Go widuję... choc nie tak często jak kiedyś... Cóż... budowa się kończy... Jego serce jest zajęte... Więc trzeba wrzucić na luz... Z ciężkim sercem mi to przyszło ale udało się... Pomoglo mi w tym chyba to, że odkąd dowiedziałam się, że ma żone, niemal przez tydzień wogóle Go nie widywałam... Nie, nie unikałam Go, ani on mnie... Po prostu budowa robiła postepy i przeniesli Go w troszkę inne miejsce... Czasem mignęła mi tylko z daleka jego sylwetka...


Co czuje gdy Go widzę?


Radość... to przede wszystkim... Każdy dzień, w krórym dane mi jest patrzeć wprost w lazur Jego oczu... odwzajemniać usmiech, którym mnie obdarowywuje... usłyszeć Jego głos gdy wypowiada słowa porannego pozdrowienia, jest dla mnie spełnieniem najskrytszych pragnień. Nie potrzebuję niczego więcej... Wystarczy mi swiadomość, że gdy wyłonię się z za zakretu On tam bedzie. Zawsze kiedy mnie zobaczy prowadzi mnie wzrokiem... do momentu w ktorym się z nim zrównuję... kiedy Go mijam... On nadal patrzy... czuję Jego wzrok na sobie... a czasem widzę to w odbiciu szyby na wystawie sklepowej...
Nie ma już tysiąca motyli w brzuchu... Nie pocą mi się dłonie... Ale nadal gną mi sie kolana... a serce wyrywa się z piersi...


Najgorsze bylo kilka dni od momentu, w ktorym się dowiedziałam, że Jego serce nalezy do innej. Bałam się... Jego dalszych reakcji... Bałam się, że swoim zachowaniem sprowkuje we mnie chęc zapadniecia sie pod chodnik lub zwyczajne spieczenie raka buraka czy jak to zwal... Bałam sie, że najzwyczajniej bedzie mi wstyd. Biłam się z myślami czy iść do pracy tak jak zawsze podorzając co rano na autobus...czy może wyjśc wczesniej i nadrobic drogi... ale ominąc Go szerokim łukiem... Po namyśle zdecydowałam, że raz się żyje... Skoro znalazłam odwagę by go zapytać... znajde odwage by przejśc obok Niego jak gdyby nigdy nic... I wtedy nastal tydzień "rozłąki"... Ale jak wiadomo przeleciał szybko jak piasek przez niezacisniete dłonie...
I kiedy w końcu stanęłam z Nim twarzą w twarz... było ja dawniej... ten sam błysk lazurowych oczu... ten sam usmiech... ta sama sympatia... te same słowa na dzień dobry... ten sam On... ta sama ja... Boże gdy wsiadłam do autobusu chciało mi się płakać... i śmiać na przemian... Jak mogłam choc przez chwile zwatpic w to jakim czlowiekiem jest...

 

Wiecie... czas pedzi nieublaganie... Niebawem budowa dobiegnie końca i pewnego dnia wyłaniając się z za zakretu już Go nie spotkam...  I wlaśnie to boli mnie najbardziej...  Choć byscie próbowali wyobrazic sobie jak wielką radość co dnia daje mi Jego obecność... nie uda Wam sie to...  Pustka jaka po nim zostanie beddzie ogromna... 
Żałuję, że nie zapytałam Go o imię... Żałuję... że miasto, w którym mieszkamy jest tak ogromne... Żałuję... że już więcej Go nie zobaczę... Ale nie żaluję, że dane było mi przez te parę m-cy widywać Jego osobę niemal codzień... i chlonąć każdą chwilę jak kartka atrament... zatrzymując ją jedynie dla siebie... Nikt mi tego nie odbierze...

 

Jeśli Bóg... pozwoli mi Go kiedyś spotkać... tak zwyczajnie ... przypadkowo... Obiecuję sobie, że usmiechne sie do Niego tak jak zawsze... Pozdrowię.... tak jak zwyklismy to robić... i jeśli nadaży sie okazja to wyjawię mu, że bardzo miło jest mi znów Go spotkać...

 

Mam nadzieję, że życie będzie dla Niego łaskawe... Że szczeście i miłośc nigdy Go nie  opuszczą... 
Nie znam Go... nie wiem kim jest i jakim jest czlowiekiem... ale z obserwacji jego osby przez dany mi na to czas... wnioskuję, że jest fajnym facetem... takim z którym z zartów się śmiać... różaniec odmawiać... nogi na parkiecie łamać i konie kraść... A to dla mnie bardzo dużo... 

 

 

Nieznajomy... Pragnienie moje...
                                         Nigdy.... Nigdy Cię nie zapomnę.

 

 


Pokusili się o kilka zdań (4) | Pokuś się i Ty...

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 17 maja 2012

Zawitali....:  7 292 (wersja testowa)

Dzień za dniem...

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie, o moich myślach...

Często gubię sama siebie...i gubię się sama w sobie... I czasem jest mi z tym tak cholernie smutno, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy...kto nie może mnie zranić... Nareszcie...

więcej...

Często gubię sama siebie...i gubię się sama w sobie... I czasem jest mi z tym tak cholernie smutno, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy...kto nie może mnie zranić... Nareszcie przyda się na coś ten cały internet. Trafiło na Ciebie. Czy mogę Ci o tym opowiedzieć?

schowaj...

Wizytówka


porcelanpuppen

Ja i ja i jeszcze raz ja ;]

Zwyczajna dziewczyna z natłokiem myśli w głowie...
Zwyczajna osoba szukająca szczęścia...
Zwyczajna dziewczyna... po prostu

Księga śladów....

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 30.12.2009 22:41:17
  • autor: weronika_wg
  • treść: Kochana Basiu &ique...

Troche matematyki ;]

Odwiedziny: 7292
(wersja testowa)
Moje myśli słowem sie stały....
  • liczba: 249
  • komentarze: 939
Galerie
  • liczba zdjęć: 22
  • komentarze: 7
Ksiega śladów: 28
Jestem z wami już.....: 1726 dni

Wyróżnienia

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 29.04.2012 8:37:18
  • autor: hglphddhys
  • punkty: 99
  • treść: ajlavqpsdfmbopxfkmbm...

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Zamieszczone tu teksty poza tymi umieszczonymi w cudzysłowiu jako cytaty, są moimi własnymi i zgodnie z art.1 ,4 ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku oraz art. 34 i 35 ( a także art. 278 ustęp 244) o prawach autorskich i pokrewnych nie zgadzam się na kopiowanie ich bez mojej wyraźnej zgody.

Lubię to